pani z zamku nad miastem


mały pokoik, siedem metrów nad ziemią, z widokiem
na góry, kiedy się zielenią i kiedy znikają co rano, czekając na dotyk. wytyczasz
jej ciałem wszystkie linie kosmosu, drobnym ruchem ręki, precyzją
lancetu, zaznaczasz czułe punkty, wkładasz
pod powieki tajemne znaki, ciche obietnice. jestem
tym, czego nie
ma. leży,
niezakryta, z włosami do pasa. i kiedy
zrywa się przed świtem, by zdążyć na pociąg, a potem
dalej w las, chwyta łuk, we włosy wkłada
strzały. to nie ma znaczenia, jak bardzo będziesz chciał się
ukryć.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz