i pewnego dnia spotkasz mnie niby
przypadkiem. w kawiarni, w przeciągu, w samolocie. jestem
po to, by cię uwieść. a potem podpalić
ziemię, zmienić kierunek wiatru, przesunąć
ocean. niosę śmierć we włosach, a koniec świata
trzymam w torebce. nad moim obojczykiem
mieszkają błękitne demony. jestem
po to, by cię zniszczyć. a potem wyciągnąć
z iluzji, dotykiem przepalić kości, unieść
samym ruchem rzęs. rozgrywam
twoją bezbronność jak podstarzały generał, lekko. jestem
po to, by cię pokochać. a potem zostawić
cię bez życia, które wiodłeś, bez pamięci, kogo kochałeś, bez ciała
obok. dopiję kawę, zamknę drzwi, zabiorę bagaż na kolejne lotnisko. lepiej
nie wychodź dzisiaj z domu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz